Pierwszy taki dzień od dłuższego czasu, kiedy to pogoda pozwoliła na drobny odpoczynek od upalnych i co tu dużo mówić już nieco męczących dni. Temperatura wahała się w granicach 20°C (oczywiście momentami odczuwalna była znacznie, znacznie niższa). Niestety aby nie było za dobrze w pakiecie do niższych temperatur dostaliśmy bardzo silny i porywisty wiatr i deszcz w przeróżnych odmianach, od drobnej mżawki po rzęsistą ulewę. O dziwo spodziewane silne burze z piorunami jak dotąd uparcie omijają moje regiony... no cóż może to i lepiej, w końcu jazda rowerem w trakcie burzy to raczej nie najlepszy pomysł :)
Melodia na dziś:
B.J.Thomas - Raindrops keep falling on my head
-
Minął już przeszło miesiąc odkąd zmuszony byłem zrobić nieplanowaną przerwę w moich rowerowych wycieczkach. No cóż, czasem tak bywa... ale już wróciłem! Muszę przyznać, że bardzo stęskniłem się za jazdą i ogólnie za tą specyficzną pozycją na postrzeganie otaczającego świata jaką daje usytuowanie swojej osoby na rowerowym siodełku. Tak mi się akurat trafiło, że w dniu gdy w końcu ruszam na przejażdżkę pogoda staje się co najmniej markotna. Gdy wyjeżdżałem nie padało a wiatr był raczej umiarkowany, jednak nie minął kwadrans jak na niebie pociemniało, pojawiły się silniejsze porywy wiatru i zaczęło padać. Jak na złość nie był to drobny deszczyk tylko od razu jakby urwanie chmury. Musiałem przerwać jazdę i się schować na ten czas (w końcu moja szosa to nie rower wodny ;p). W końcu przestało, ale w trakcie dalszej jazdy cyklicznie co kilka minut nawiedzały mnie mniejsze lub większe mżawki. No i wiało... wiało i wiało, potem to już w zasadzie chyba z każdej strony... ot taki urokliwy dzień ;)
A tak jeszcze a propos tego wiatru, muszę koniecznie sprawić
sobie jakiś golf albo taki swetro-golf… Kark i szyję przewiało mi
niemiłosiernie, teraz już zaczynam odczuwać nieco ból w tych okolicach, mam
nadzieje, że przez noc jakoś się rozejdzie. W każdym razie muszę rozejrzeć się
za tego typu elementem do mojej rowerowej garderoby.
![]() |
Dziś to niebo się przegląda |
Dzisiejszy dystans to ledwie 26 km. Skromnie ale biorąc pod
uwagę okoliczności pogodowe i fakt miesięcznej przerwy to uważam, iż był to odpowiedni
dystans. Jechałem bardzo wolno, miałem też więcej przystanków (patrz – pogoda),
no i jeszcze ten wiatr… wiem, że znowu się powtarzam ale nie ma chyba nic
gorszego dla rowerzysty jak jazda pod wiatr. Czasem jak zawiało to miałem
wrażenie, że mnie cofa razem z tym całym moim rowerkiem ;p Do domu dotarłem, a
tam ciepła herbatka, koc… żyję a moja rowerowa dusza odżywa :)